low code no code

Low-code/no-code. Czy tak wygląda przyszłość oprogramowania dla biznesu?

Maciej Jankiewicz

Kiedy słyszę o kolejnym trendzie w IT staram się podchodzić do sprawy sceptycznie. Najpierw czytam, weryfikuję informacje, a dopiero później feruję ewentualne wyroki. Przede wszystkim jednak – głównie czekam.

Dużo zrozumiałem na przykładzie sztucznej inteligencji — trendu, który chóralnie i wielokrotnie ogłaszano w przeciągu mojej dotychczasowej kariery. AI w końcu trafiło do systemów, z których korzystamy w przedsiębiorstwach w Polsce, ale nie obyło się bez przydługiego suspensu. 

Zastanawiałem się, czy podobnie będzie z platformami low-code/no-code. Od dłuższego czasu przyglądam się więc, jak rozwijają się tego typu narzędzia.

Jako konsultantowi, który wyrósł w organizacji zafascynowanej możliwościami Open Source Code, nie było mi łatwo otworzyć się na coś zupełnie nowego. Oprogramowanie bez programowania? To musi być jakiś przekręt!

Ale czy na pewno?

W dzisiejszym artykule postaram się opowiedzieć, czego nauczyłem się o budowaniu systemów IT z gotowych komponentów. Jeśli mi wybaczysz, pokuszę się też o krótką — i rzecz jasna — subiektywną opinię na temat takiej technologii. Chyba upłynęło już wystarczająco czasu od jej premiery, żebym się odważył na forum 😊

Low-code/no-code – o co z tym chodzi?

O co chodzi z tym low-code/no-code? Czy ktoś się nie mógł zdecydować na jeden termin? Dlaczego tak często występują obok siebie?

Oba rozwiązania są po prostu bardzo podobne. Umożliwiają tworzenie własnych rozwiązań bez rozległej wiedzy o programowaniu.

Technologia low-code jest adresowana do programistów, którzy, aby rozwinąć oprogramowanie, ingerują w strukturę kodu. Rozwiązania no-code, natomiast, dedykowane są użytkownikom biznesowym, którzy, by rozbudować system, wykorzystują interfejsy wizualne.

Nieprecyzyjne nazewnictwo wynika z faktu, że często obie technologie łączy się w jednym produkcie. O tym, jak sklasyfikujemy dany system, decyduje zatem jego użytkownik. Jeżeli posługuje się wyłącznie gotowymi komponentami, mówimy o rozwiązaniu no-code. Jeżeli posiada umiejętności programistyczne i oprócz konfiguracji w studio, częściowo ingeruje w kod – o rozwiązaniu low-code.

Skąd ta moda na low-code/no-code?

Według badania Gartnera — jednej z największych firm badawczo-konsultingowych na świecie — do 2050 roku, 70% nowych aplikacji będzie zbudowanych za pomocą platformy low-code/no-code. W porównaniu z mniej niż 25% odnotowanymi w 2020 roku.

Skąd ta nagła popularność i takie odważne prognozy?

Nie bez znaczenia są wydarzenia ostatnich lat. Pandemia koronawirusa zmieniła także to, w jaki sposób działają przedsiębiorstwa. Chociaż w wielu miejscach już nie taki niezbędny, tryb Home Office bardzo się spopularyzował. Teraz biuro firmy może być wszędzie. Biznesy musiały się zaadaptować.

Nikogo nie dziwią już oferty pracy zdalnej. Taka opcja przez wielu jest wręcz preferowana. Szczególnie w IT. A rozproszenie pracowników sprzyja transformacji cyfrowej prowadzonego biznesu. W końcu jakoś trzeba się ze sobą komunikować. Jakoś zbierać dane i je porządkować, aby były dostępne dla zespołu, bez względu na miejsce czy urządzenie, z którego ktoś się loguje.

Tylko dlaczego low-code/no-code? Gdybym miał zaryzykować hipotezę, postawiłbym na argument czasu. W pandemii bardzo nam się spieszy/-ło. A low-code/no-code to rozwój w perspektywie godzin lub dni, nie tygodni czy miesięcy. Nie mogło to umknąć uwadze rozważnych przedsiębiorców.

Low-code/no-code a możliwości rozwoju oprogramowania

Zawsze zachęcałem do personalizacji oprogramowania, dostosowania narzędzia do indywidualnych preferencji. Kto czyta tego bloga, albo ze mną rozmawiał – na pewno wie.

Do tej pory dobrze można to było zrobić tylko w kodzie. Niewiele „zamkniętych” systemów oferowało wystarczającą elastyczność konfiguracji, żeby sprostać wyzwaniu. Czym wyróżnia się technologia low-code/no-code?

Przede wszystkim zmiany w systemach low-code/no-code są możliwe. Nie muszę się dostosować do z góry narzuconego zestawu funkcji. I to mi się podoba. Interesujące jest również to, że nie potrzebuję do tego całego zespołu programistów. Bardzo wiele da się zrobić z poziomu wizualnego interface’u. Nawet samodzielnie.

Po latach pracy nad demówkami dla moich klientów czuję się dość swobodnie w takim środowisku. Obsługi studio, nawet bez doświadczenia, można się jednak szybko nauczyć. Wystarczy krótkie szkolenie dla użytkowników.

A kiedy moje wymagania staną się bardziej skomplikowane – zostaje opcja ingerencji w kod. Wtedy to już, jak mówił klasyk: sky is the limit.

Dla kogo low-code? Dla kogo no-code?

Powiedziałem już, że, ze względu na poziom zaawansowania technologicznego użytkowników, low-code jest dla programistów a no-code dla ludzi biznesu.

Zależy też, czy potrzebujesz bardzo rozbudowanej kastomizacji, czy wystarczą Ci dostosowania przy użyciu gotowych komponentów.

Jeżeli mogę coś podpowiedzieć, „czysty no-code” to słuszny wybór tylko wtedy, gdy tworzysz system o średniej złożoności lub bardzo prosty. Jeżeli budujesz bardziej zaawansowaną aplikację, zostaw sobie możliwość ingerencji w kod. Będzie trzeba zatrudnić do tego programistów, ale gdy Twoja organizacja się rozwinie, a potrzeby wyewoluują – zaoszczędzisz sobie trudu z wdrażaniem wszystkiego od zera.

Zalety i wady low-code/no-code

Obiecałem, że nawiążę zarówno do wad jak i zalet low-code/no-code. Może odnosisz wrażenie, że dostrzegam tylko te drugie. Nic bardziej mylnego. Już dawno się przekonałem, że nie ma jednego słusznego (najlepszego dla wszystkich) rozwiązania technologicznego.

Jeśli potrzebujesz systemu IT dla Twojej firmy, z pewnością znajdziesz coś dla siebie. Obojętnie: jaki masz budżet, jak bardzo Ci się spieszy czy jak rozbudowane są Twoje potrzeby. Na rynku po prostu jest z czego wybierać.

A jeśli chodzi o low-code/no-code to taka platforma może być dla Ciebie. Ale wcale nie musi. Jeżeli przywiązujesz sporo uwagi do kwestii samodzielnego zarządzania danymi, pewnie Cię odstraszy. Tego typu systemy hostowane są raczej w chmurze producenta. Nie spotkałem się z rozwiązaniami low-code/no-code On-Premise, ale może za mało jeszcze widziałem. Na dzień dzisiejszy zakwalifikowałbym to jednak jako podstawowy minus/ograniczenie systemów tego typu.

O zaletach chyba wszystko już powiedziałem. Systemy low-code/no-code wdraża się szybko, zachowując dość dużą swobodę ich dalszej rozbudowy. Nie powinny odstraszać użytkowników biznesowych, bo większość rzeczy da się tam pozmieniać przy użyciu mechanizmu „przeciągnij i upuść”. Spodobają się też programistom, którym znacznie ułatwią realizację najprostszych zadań. Mnie to raczej przekonuje. Ale jak zawsze – zachęcam do indywidualnej konsultacji.

Podsumowanie

Podsumowując, polecam się zapoznać. :D

Trend na low-code/no-code raczej z nami zostanie. Tego typu systemów powinno być coraz więcej. Na chwilę obecną ścieżki wytycza jeden producent – lider rozpoznawany przez największe instytuty badawcze oraz pierwszych odważnych, innowacyjnie myślących klientów. Tak jak mam w zwyczaju, będę się przyglądał jego poczynaniom. Podobnie jak całej reszcie stawki. O ile starczy dnia 😊

A jeśli masz pytania, chętnie porozmawiam o specyfice Twojego biznesu. Kto wie, być może low-code/no-code jest właśnie dla Ciebie? Poniżej jak zwykle, kalendarz z dostępnymi terminami takiej konsultacji.

Mam nadzieję, do usłyszenia!

Umów konsultację z ekspertem wdrożeniowym eVolpe

Potrzebujesz doradztwa w sprawie oprogramowania dla biznesu? Chcesz wiedzieć, kiedy dokładnie zadzwoni telefon? Zobacz, jak możemy Ci pomóc.

Maciej Jankiewicz
Przewiń do góry